Zakopanie toporu wojennego z bratem
Po pracy musiałem sobie odrobinę odpocząć. Byłem całkowicie zadowolony z popołudniowego spotkania z Eweliną. Zacząłem odsłuchiwać Genesis czytając gazetę. Artykuły zamieszczone w dzisiejszym wydaniu „ Wyborczej” nie były jakoś szczególnie interesujące. Pojawiłem się tego wieczora online. Od razu zauważyłem wiadomość przysłaną przez Krzycha. Raczył odpisać na moją propozycję pokoju. Zaczął bronić swojej racji, co mnie zaniepokoiło. Mogłoby się wydawać, że nie dojdzie jednak do pogodzenia, ani nawet załagodzenia antagonizmu. Czytając dalej jednak odetchnąłem, ponieważ przyjął moją inicjatywę w sposób pozytywny. W związku z tym, że zna mnie bardzo, ale to bardzo dobrze ( w końcu razem się wychowywaliśmy i mieszkaliśmy pod jednym dachem przez bez mała kilkanaście lat ) domyślał się, że do czegoś musiało dojść. Sądził, że wydarzyło się coś co wpłynęło na mój ruch. Trafił niezwykle celnie. Potwierdziłem jego przeczucia. Nie miałem w sumie ochoty opowiadać mu przebiegu napadu, ale w końcu zgodziłem się przytoczyć całą historię.

Tak więc zacząłem spotkaniem ze starym kumplem i piwkiem w barze, dalej opisałem moment, w którym drzwi szklane otworzyły się z potężnym hukiem skupiając na sobie uwagę obecnych w barze , pojawienie się dziwnych ludzi nie mówiących w języku polskim, kolejno zacząłem opisywać z wszelkimi detalami moment, gdy wyciągnęli spluwę i zaczęli wygrażać barmanowi. Zakończyłem interwencją i myślami, które zaczęły mną nękać po całym zajściu. Ogólnie niezbyt sympatyczne przygody mi się w tym Poznaniu przytrafiają od czasu do czasu. Z tego co mi brat przyznał dopiero wrócił z roboty z Hamburga i nie spotkał się z podobnymi sytuacjami za granicą.